Numery archiwalne Przeglądu Lokalnego

W Przyszowicach nadal pamięta się o styczniowej tragedii z 1945 roku, kiedy to po trzydniowej bitwie pancernej pomiędzy Niemcami i Armią Czerwoną do Przyszowic wkroczyli sowieci. Czerwonoarmiści zostawili 65 ofiar śmiertelnych, wśród nich dziewięć kobiet i czworo dzieci
Na tym gehenna się nie skończyła. Już w lutym aresztowano około 60 mieszkańców miejscowości i deportowano ich w głąb Związku Radzieckiego. Tam w nieludzkich warunkach przetrwali nieliczni. Gdy wrócili do Przyszowic, przez lata nie mogli opowiadać o swoich tragicznych przeżyciach. O wydarzeniach sprzed 65 lat i zesłańcach, którzy już nie powrócili ze Wchodu przypomina pamiątkowy nagrobek na przyszowickim cmentarzu ufundowany przez rodziny ofiar. Został odsłonięty w 2005 roku.
Jak co roku, w intencji ofiar odprawiona została msza św. Delegacja Towarzystwa Miłośników Przyszowic złożyła na masowej mogile wiązankę kwiatów.
Czerwone goździki położono na grobie więźniów Auschwitz, którzy po ucieczce z marszu śmierci skryli się u rodziny Elsnerów. Niestety, i dla nich 27 stycznia 1945 roku był ostatnim dniem życia. W mogile spoczęli dwaj Polacy, Węgier i Włoch.
W jeszcze jednym masowym grobie pochowani zostali ludzie nie pochodzący z Przyszowic, ale z nimi związani. Znaleźli się tam m.in. dwaj jeńcy - żołnierze - pracujący w fabryce w Gliwicach, którym udało się uciec od Niemców przed nadciągającym frontem. Jeden to Francuz polskiego pochodzenia – Edward Gawroniak, drugi to uczestnik bitwy o Narwik z Brygady Strzelców Podhalańskich pochodzący spod Żor – Wacław Stachurski (po wojnie jego mogiłę odwiedzała matka). Leży też tam Czech, pracownik taboru kolejowego, którego grób co roku odwiedza córka.
Wszystkich połączył ten sam los. Zginęli 27 stycznia 1945 roku. Teraz, jak wówczas, mroźna zima przykryła cmentarz śniegiem, ale potomkowie zabitych pamiętają o swoich bliskich. Świadczą o tym zadbane mogiły, całe lato tonące w kwiatach.
Jolanta Krawiec
Foto: Archiwum Towarzystwa Miłośników Przyszowic
Część emerytów, rencistów, a także bezrobotni oraz uprawnieni do świadczeń socjalnych i przedemerytalnych dołączą do grupy osób zwolnionych z obowiązku płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego
Dotychczas do osób, które nie mają obowiązku opłacania abonamentu zaliczały się głównie te, które ukończyły 75 lat oraz inwalidzi I grupy. Wkrótce do grupy zwolnionych z tych opłat dołączą miliony osób – prezydent Lech Kaczyński podpisał nowelizację ustawy uchwaloną przez sejm w 2008 r. z inicjatywy PO. Po wejściu w życie tej noweli abonamentu nie będą płacić m.in. emeryci, którzy ukończyli 60 lat, zaś wysokość ich emerytury nie przekracza połowy przeciętnego wynagrodzenia. Będą z niego zwolnieni także ci renciści, u których stwierdzono trwałą niezdolność do pracy, bezrobotni, uprawnieni do świadczeń socjalnych i przedemerytalnych.
Szczegóły w Przeglądzie Lokalnym

Pogoda sprzyja typowo zimowym rekreacjom. Nie dziwnego, że knurowskie lodowisko cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Na czas ferii MOSiR, administrator obiektu, przygotował specjalną ofertę
Po pierwsze, w czasie ferii lodowisko czynne jest dłużej – codziennie, zarówno w dni powszednie, jak i niedziele od godz.10 do 21. Atrakcją są gry, zabawy i konkursy organizowane na lodowisku od poniedziałku do piątku w samo południe. Zajęcia prowadzone przez Zbigniewa Rabczewskiego, trenera środowiskowego, mają wśród dzieci wielkie powodzenie – każdego dnia przyciągają tłumy młodych łyżwiarzy.
Ferie to także dobra okazja dla rodziców, a by i oni przypomnieli sobie, jak jeździ się na łyżwach i wykorzystali popołudnia czy wieczory na wspólny, rodzinny wypad na lodowisko. Bilety na lodowisko można nabyć z cenie 4 zł (za 40 minut jazdy), zaś ulgowe – po 2 zł. ci, którzy nie mają własnych łyżew, mogą skorzystać z wypożyczalni (koszt – 4 zł).
MiNa
Foto: Marek Węgorzewski
Nowe taryfy za wodę, zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, dotacja na remonty chodników i uliczne korekty to część spraw, którymi zajęli się knurowscy radni podczas środowej sesji Rady Miasta
Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji opracowało i przedstawiło wniosek o zatwierdzenie taryfy za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i zbiorowe odprowadzanie ścieków. Nowe stawki (opublikowaliśmy je na łamach Przeglądu przed tygodniem) zostały zatwierdzone i będą obowiązywać przez rok - od 1 kwietnia 2009 r. do 31 marca 2010 r.
Znikają ulice-widma
Ostatecznie z ewidencji ulic skreślone zostają trzy nazwy - ulice Komandosów (w latach 1988-1990 funkcjonująca jako Franciszka Jóźwiaka), Kosynierów (Marcelego Nowotki) i Hallerczyków (Norberta Barlickiego). Nadane przed 20 laty miana nigdy nie miały zastosowania. I nie miały już na to szans po zmianie miejscowego planu zagospodarowania.
Więcej w Przeglądzie Lokalnym
W niedzielę, 14 lutego, parafia św. Cyryla i Metodego obchodziła odpust.
Uroczystej sumie przewodniczył i homilię wygłosił ks. dr Andrzej Nowicki, wicerektor Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. Honory gospodarza parafii czynił jej proboszcz, ks. Andrzej Wieczorek.
Uroczystości odpustowe uświetniła orkiestra, nie zabrakło również pocztów sztandarowych i delegacji poszczególnych formacji działających przy parafii. Wśród nich znaleźli się także członkowie Rycerstwa Orderu Jasnogórskiej Bogarodzicy.
- To dla nas niezwykle ważne, a zarazem miłe, uczestnictwo w tak ważnym wydarzeniu w życiu parafii - powiedział Przeglądowi Komandor Rycerstwa Krystian Cyprys, przewodniczący Oddziału Wspólnoty Rycerskiej Południowej Polski, którego siedzibą jest właśnie knurowska parafia. Wraz z komandorem Cyprysem w nabożeństwie uczestniczyli rycerze Marian Płaszczyk, Jerzy Paja i Jerzy Dosiak.
Mszę zakończyła uroczysta procesja teoforyczna dookoła kościoła. Po nabożeństwie, jak tradycja każe, wielu wiernych zaglądnęło na odpustowe kramy.
Marek Węgorzewski, bw

Kierowcy, którzy rejestrowali samochody w czasie obowiązywania 500-złotowej opłaty za kartę pojazdu, mogą starać się o zwrot znacznej części tej sumy. Jeśli chodzi o skuteczność tych starań – na dwoje babka wróżyła
Przez niemal trzy lata, pomiędzy 21 sierpnia 2003 a 14 kwietnia 2006, za wydanie karty pojazdu każdy kierowca musiał uiścić 500-złotową opłatę, ustaloną rozporządzeniem ministra infrastruktury. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował jej wysokość, uznając, że 500 zł to kwota znacznie przewyższająca koszt wydania dokumentu, a zatem jest formą podatku, a tego rozporządzeniem wprowadzać nie można. W efekcie opłata został obniżona do 75 zł.
A co z osobami, które wyrabiając karty pojazdu solidnie w swoim czasie przepłaciły? Tu sprawa nie jest wcale taka prosta. Niektórzy prawnicy uważają, że ponieważ ówczesne przepisy były niezgodne z prawem, kierowcom należy się zwrot nadpłaconej sumy, czyli 425 zł. Opłaty pobierały wydziały komunikacji miast i powiatów. Samorządy niechętnie je oddają, co nie dziwi, bo chodzi o spore sumy, które poważnie obciążałyby ich budżet. Owszem, są wyjątki, choćby Ruda Śląska czy Piekary Śląskie, gdzie, jak podaje Gazeta Wyborcza, miejskie samorządy same zaczęły bez zbędnych formalności zwracać mieszkańcom nadpłaconą kwotę. Jednak w większości przypadków osoby, które chciałyby odzyskać nadpłatę, muszą być przygotowane na oddanie sprawy do sądu – i to bez pewności, że ją wygrają. Ale wygrane się zdarzają, na przykład w Krakowie zapadło już 30 wyroków, w których sąd przyznał rację kierowcom.
Powiat: nie ma podstaw
Mieszkańcom Knurowa karty pojazdów wydaje Starostwo Powiatowe w Gliwicach. Zapytaliśmy, jak wygląda sprawa odzyskiwania nadpłat w powiecie. – Nie ma podstaw, by zwracać te kwoty „od ręki” – poinformowała nas rzecznik Starostwa, Romana Gozdek – Powiat kieruje się przy tym przepisami prawa.
Jak wyjaśnia starostwo, wysokość opłaty była określona przez obowiązujące wówczas rozporządzenie wykonawcze. Możliwość niestosowania takich rozporządzeń do ustaw przysługuje wyłączni sądom. Organy administracji są zobligowane do stosowania formalnie obowiązującego przepisu prawa, zatem organ rejestrujący – w tym wypadku starosta gliwicki – nie miał podstawy do swobodnego określania wysokości tej opłaty. Co więcej, według stanowiska starostwa wynikającego z orzecznictwa sądowego, sam fakt uznania przez Trybunał Konstytucyjny tego rozporządzenia za niezgodne z ustawą Prawo o ruchu drogowym (art. 77 ust. 4 pkt 2 i ust. 5) oraz z art. 92 ust. 1 i art. 217 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej nie stanowi podstawy prawnej do dokonania zwrotu nadpłaconej kwoty.
Tylko sądownie
- Ponieważ obowiązek uiszczenia opłaty, jak i jej wysokość wynikał wprost z obowiązującego prawa i stanowił czynność materialno–techniczną, podstawą prawną kwestionowania tego rodzaju aktów jest postępowanie sądowo-administracyjne – czytamy w wyjaśnieniu Starostwa. – Jednocześnie orzecznictwo nie wyklucza dopuszczalności drogi procesu cywilnego w tym przedmiocie. [...] Zgodnie z wyrokiem WSA w Olsztynie z dnia 17 września 2008 (Sygn. Akt I SA/O1 341/2008, LexPolonica nr 1974665) „Jedyną sytuacją, w której organ administracji publicznej może odmówić zastosowania przepisu aktu wykonawczego jest sytuacja, w której sąd administracyjny kontrolując legalność zaskarżonej decyzji bądź czynności odmówi zastosowania przepisu aktu podstawowego, sprzecznego z ustawą. Wówczas organ administracji publicznej przy ponownym rozpatrzeniu sprawy będzie związany oceną prawną sądu”.
Powyższe wyklucza uwzględnienie wniosku bez prawomocnego wyroku wojewódzkiego sądu administracyjnego uwzględniającego skargę bądź sądu cywilnego.
W okresie obowiązywania 500-złotowych opłat Starostwo Powiatowe w Gliwicach wydało 5198 kart pojazdu. Zwrot nadpłat wszystkim właścicielom zarejestrowanych wówczas pojazdów kosztowałby budżet powiatu ponad 2,2 mln zł. Nic dziwnego, że starostwo nie pali się do zwrotu - ubytek takiej kwoty byłby z pewnością odczuwalny w jego budżecie.
Do końca stycznia br. do starostwa wpłynęło 25 wniosków w tej sprawie. Wszystkie zostały rozpatrzone odmownie. Dwójka wnioskodawców zdecydowała się skierować sprawy do sądu. Dla obu tych osób sprawy zakończyły się przegraną – nie tylko nie udało im się otrzymać zwrotu żądanych 425 zł, ale musiały jeszcze dodatkowo pokryć koszty postępowania sądowego.
Dwa negatywne dla kierowców rozstrzygnięcia oczywiście nie przesądzają, że innym się nie uda. Sądy dopiero zaczynają być zarzucane tego typu pozwami. Przykład Krakowa pokazuje, że pieniądze da się odzyskać. Z odsetkami, bo są one naliczane od chwili, gdy kierowca złoży wniosek.
Pośrednicy cię wyręczą
W zwrotach za karty pojazdu interes zwietrzyło wiele firm. W internecie roi się od ogłoszeń, w których oferują one pośrednictwo w odzyskaniu nadpłaconych pieniędzy.
- Skupiamy wokół siebie profesjonalistów z zakresu prawa administracyjnego i cywilnego. Współpracują z nami najlepsze w Polsce firmy prawnicze i kancelarie adwokackie - zachwala swoje usługi firma 4call.pl z Bielska-Białej na specjalnie do tego celu utworzonej stronie www.kartapojazdu.pl. - Cały proces trwa od dwóch tygodni do sześciu miesięcy - dodaje.
Pełną „instrukcję obsługi” odzyskiwania nadpłaty znaleźć można na licznych forach prawniczych. Gazeta Wyborcza poszła dalej - do jednego z niedawnych wydań załączyła gotowy formularz pozwu o zwrot nadpłaty.
- Ze mnie państwo gotowe jest wycisnąć ostatni grosz, niczego nie daje mi za darmo - mówi znajomy kierowca. Właśnie przymierza się do batalii o 425 zł. - Jakbym to ja był winien fiskusowi choć złotówkę, to już dawno zjedli by mnie kontrolerzy i windykatorzy. W drugą stronę to jakoś nie działa. Uważam, że to po ludzku nieuczciwe ze strony państwa. Dlatego będę się dobijać o pieniądze. Moje pieniądze...
Mirella Napolska, bw
Jigi, reele, hornpipy, czyli tradycyjne tańce celtyckie, będzie okazja zobaczyć w Knurowie
W sobotę, 27 lutego, w Klubie Kultury Lokalnej Sztukateria wystąpi zespół Stonehenge.
Muzycy zabiorą publiczność w muzyczną wycieczkę po Irlandii i Szkocji.
- Jako jedyny zespół w Polsce gramy w szkockich strojach narodowych – kiltach – zapewniają członkowie grupy.
W Knurowie zespół zaprezentuje najbardziej znane utwory ze swoich dotychczasowych trzech krążków – „Magic of Celtic Music", „Echo Wyspy” i „Celtic Express”.
Początek koncertu o godz. 18. Bilety w cenie 20 zł do nabycia od 1 lutego w kasie Kina Sceny Kultury i w Sztukaterii.
/bw/