Numery archiwalne Przeglądu Lokalnego
Miłośników francuskich piosenek z pewnością ucieszy wiadomość o zapowiadanym koncercie Michała Bajora. Artysta wystąpi w Kinie Scenie Kulturze już 24 lutego o godz. 19. W repertuarze głównie utwory z najnowszej płyty Michała Bajora wypełnionej kompozycjami znad Sekwany. Artysta nazywany przez wielu następcą francuskich bardów, zaprezentuje utwory m.in. Edith Piaf, Charlesa Aznavoura, Yves Montand, Gilberta Becauda czy Garou.
Wszystkie piosenki w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego w stylowych aranżacjach Wojciecha Borkowskiego.
Każdy recital Michała Bajora to połączenie sztuki aktorskiej i muzyki. Dramatyzmu i liryzmu ze szczyptą komedii. Bilety w cenie 45 zł do nabycia w kasie kina codziennie od 15 do 20.
JB
W Knurowie w trzech różnych miejscach możemy znaleźć graffiti przedstawiające postaci: policjanta, mężczyznę w toalecie i żołnierza. Autorem jest podpisujący się pod każdym graffiti "STR".
Karnawał podwyżek trwa. To już pewne, że od kwietnia zdrożeją bilety autobusowe i tramwajowe. Komunikacyjny Związek Komunalny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego przymierza się również do likwidacji ulg dla wcześniejszych emerytów
Związek tłumaczy podwyżkę galopującą inflacją, a przede wszystkim rosnącymi cenami oleju napędowego. - Kiedy domagamy się od przewoźników lepszych autobusów, oni spełniając to żądanie odpowiadają wyższymi cenami usług - stwierdza przewodniczący Związku Roman Urbańczyk.
Od 1 kwietnia za bilet po mieście zapłacimy 3 zł, w granicach dwóch miast 3,60, a w trzech i więcej 4,40 zł. Podwyżka nie ominie najwierniejszych pasażerów - posiadaczy biletów miesięcznych. Analogicznie będą one kosztować: 116 i 138 zł. Bilet kwartalny na dwa i więcej miast podrożeje od sierpnia 2011 roku w sumie o 66 zł (nowa cena - 348 zł). Już teraz KZK GOP zapowiada, że bilety będą drożeć regularnie.
Więcej w Przeglądzie Lokalnym
30-latka i jej 19-letni brat podejrzani są o kradzieże wózków dziecięcych na terenie Knurowa. Złodziejski tandem przyznał się do kradzieży siedmiu pojazdów
Rodzeństwo kradło od roku. Zdobyte tą drogą łupy trafiały do lombardów. Dla okradzionych była to bolesna finansowo strata. Przed tygodniem informowaliśmy o kradzieży wózka, którego wartość sięga 3,5 tys. zł.
- Część wózków udało się odzyskać, trafią z powrotem do pokrzywdzonych – mówi Maciej Kawa, komendant Komisariatu Policji w Knurowie. – Jesteśmy w posiadaniu trzech tego typu dziecięcych pojazdów, co do których nie zgłoszono kradzieży. Liczymy, że za pośrednictwem Przeglądu uda się dotrzeć do ich właścicieli.
Osoby, które chciałyby się skontaktować w tej sprawie z knurowskim komisariatem mogą to uczynić telefonicznie pod numerem 32 337 25 00 (oficer dyżurny).
/bw/

Tyle udało się zebrać w Knurowie w czasie XX Finału WOŚP. Pieniądze zostaną przeznaczone na zakup najnowocześniejszych urządzeń dla ratowania życia wcześniaków oraz pomp insulinowych dla kobiet ciężarnych z cukrzycą
- Składamy serdeczne podziękowania wolontariuszom, honorowym dawcom krwi, Społecznej Krajowej Sieci Ratunkowej, wszystkim zespołom biorącym udział w koncercie finałowym oraz ich opiekunom, sponsorom : Leroy Merlin, Barowi Restauracyjnemu "Gwarek", Domowi Przyjęć U Marysi, Firmie Protos, Dyrekcji MSP-9 i MG-3, Firmie ArtTelekom, a także wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do przebiegu Finału WOŚP - mówi dyrektor Centrum Kultury w Knurowie Jerzy Kosowski. - Szczególne podziękowania kieruję do firmy Produktownia.com, czyli współorganizatora XX Finału.
Foto: Paweł Gradek
Julia i Jakub to wciąż najpopularniejsze imiona nadawane nowo narodzonym dzieciom w Knurowie. W ubiegłym roku mniej było urodzin, ślubów i pogrzebów, przybyło natomiast rozwodów
- W 2011 roku w Knurowie sporządzono 998 aktów urodzenia – informuje Barbara Bismor, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w knurowskim magistracie. To spadek w porównaniu z rokiem 2010, kiedy wydano o 104 akty urodzenia więcej. Należy jednak zaznaczyć, że liczba ta nie oddaje ilości nowo przybyłych mieszkańców Knurowa, ponieważ spora część mam to również mieszkanki okolicznych miast.
Podobnie jak w poprzednich latach najczęściej nadawanymi imionami są Julia i Jakub, które królują pod tym względem już od dobrych kilku lat. Niewiele tylko mniejszą popularnością cieszą się Maja, Oliwia, Emilia i Zuzanna wśród dziewczynek oraz Filip, Szymon, Bartosz i Kacper wśród chłopców.
- W zeszłym roku sporządzono więcej aktów urodzenia chłopców (522) niż dziewczynek (476) – mówi Barbara Bismor. To zmiana w stosunku do 2010 r., kiedy to większą część narodzonych dzieci stanowiły dziewczynki (567 przy 535 chłopcach).
Zmniejszyła się liczba zgonów w Knurowie – z 582 w 2010 r. do 501 w 2011 r.
Spadla również ilość zawieranych małżeństw. W ubiegłym roku knurowski USC sporządził 220 akty małżeństwa, z czego 108 to związki wyznaniowe, a 112 to śluby cywilne. Jest to dość znacząca zmiana, ponieważ do tej pory większą ilość małżeństw stanowiły związki wyznaniowe (140 na 262 w 2010 r.).
Niestety, odnotowano także o 16 rozwodów więcej niż w roku ubiegłym, kiedy to liczba ta zatrzymała się na poziomie 87.
DC
Wspólna edukacja, ale przede wszystkim integracja. To były główne cele drugiego noworocznego turnieju osób niepełnosprawnych w Knurowie
Turniej odbył się 7 stycznia w klubie Lokatorek. Udział wzięło udział kilka organizacji zrzeszających osoby niepełnosprawne: Fundacja Szansa dla Niewidomych z Opola, Knurowskie Stowarzyszenie Diabetyków, Ośrodek Pomocy Społecznej w Gliwicach, Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Knurowie, Knurowskie Koło PTTK Trion oraz Niepełnosprawni Miasto Knurów.
- W konkursie chodziło o przekazanie wiedzy o górach, o przećwiczenie orientacji przestrzennej, ale przede wszystkim o wspólną edukację i integrację osób niepełnosprawnych – mówi Adam Wala, prezes koła Trion przy Oddziale PTTK Ziemi Gliwickiej.
Należało wykazać się wiedzą popartą umiejętnościami praktycznymi. Zwyciężyła reprezentacja gliwickiego OPS przed knurowskim diabetykami i Fundacją Szansa dla Niewidomych z Opola.
DC

- Po ostatniej imprezie w "Kosmosie" myślałam, że zawału dostanę. Leżałam później 3 tygodnie w szpitalu! Na to mam świadka - opowiada Barbara Kasak. Świadkowie na pewno jej się przydadzą, gdyż sprawę nieuregulowania należności za zorganizowanie imprezy szefostwo restauracji chce skierować do sądu
Barbara Kasak mieszka w Knurowie od 38 lat i jak twierdzi, nigdy nie miała żadnych problemów. Jest duszą towarzystwa. Na redakcyjnym biurku rozkłada pasjans ze zdjęć z ostatnich imprez. - Ja chodzę na bale przebierańców, na emerytalne zabawy różne - promienieje na moment.
Postanowiła skrócić czas oczekiwania na sylwester i wyprawić sobie imieniny, takie z przytupem, w restauracji, na 25 osób. Wybrała "Kosmos". - Ja tam wszystko robiłam: wesela, chrzciny, roczki, imieniny, urodziny. Z byłymi właścicielami lokalu nigdy nie miałam żadnych problemów - zapewnia pani Barbara.
Z saszetki wyciąga menu, które ustaliła z szefową "Kosmosu". 25 kaw lub herbat, duży tort, szampan na toast, sałatki, wędlina, kulki rybne, a na kolację 22 kotlety po cygańsku z frytkami i surówkami oraz 3 zestawy dietetyczne. Kalkulacja opiewała na sumę 1750 zł, czyli po 70 zł za osobę.
Pierwszy zgrzyt
nastąpił, kiedy trzeba było wpłacić zaliczkę. - U Mariusza Hołuja (byłego właściciela "Kosmosu" - przyp. red.) nigdy żadnej zaliczki nie wpłacałam. Impreza się kończyła, następnego dnia się z wszystkiego rozliczałam. Nie chciałam wpłacać tych 800 zł. Rozumiem 200, ale nie 800 zł. Ja w niedzielę chodziłam do kolegi pożyczać, bo kierowniczka powiedziała, że jak nie wpłacę, to imieniny się nie odbędą. A tu już przecież zaproszeni ludzie z daleka, z Lubelszczyzny. To się w głowie nie mieści, co ona ze mną zrobiła - nie kryje oburzenia Barbara Kasak.
Zaliczkę jednak wpłaciła. W międzyczasie lista gości uszczupliła się znacznie. Z 25 zaproszonych pojawić miało się 17. Pani Barbara twierdzi, że z odpowiednim wyprzedzeniem poinformowała o tym bufetową (szefowej nie było), a ta zapewniła ją, że wszystko będzie jak należy.
Drugi raz zazgrzytało, kiedy koleżanki pani Barbary nie otrzymały porcji dietetycznych. - Miało być 5 porcji dietetycznych, była tylko jedna. Mam 4 koleżanki, które mają zastawkę. Żadna nie dostała dietetycznej porcji. Wnuczkom, zamiast małe porcje, dali duże. Czy kierowniczka jest normalna? Ja, solenizantka, nawet kawy nie dostałam. Moje wnuczki chciały pić, to też nie miały co. Chodziłam do bufetu i kupowałam im coca-colę - skarży się kobieta.
Z menu, ustalonego wcześniej z szefostwem lokalu, wynika, że miały być tylko 3 porcje dietetyczne, a nie jak twierdzi pani Kasak - 5.
Szczegóły w Przeglądzie Lokalnym
W poniedziałek już od rana szkoła pachniała kiszonymi ogórkami, domowym chlebem i żurem. Zastawione stoły nęciły zapachami wchodzących gości. Dzieci ubrane w śląskie stroje z niecierpliwością czekały na swoje występy. Jeszcze chwila i już...
− I Dzień Kultury Śląskiej uważam za rozpoczęty − ogłosiła Anna Bismor, zastępca dyrektora z Zespołu Szkół Specjalnych w Knurowie.
Skąd pomysł na takie świętowanie styczniowego poranka?
− Nasza placówka uczestniczy w projekcie realizowanym przez powiat gliwicki − „Tożsamość kulturowa i regionalna − ważny element podnoszenia jakości edukacji w Walii i na Śląsku” – wyjaśnia wicedyrektor Bismor.
Każda z klas przygotowała lekcję regionalną. Dzieci połączyły dawny Śląsk, symbolizowany zdjęciami przodków, oraz współczesny. Młodzież przybliżyła historię Knurowa, zaśpiewała tradycyjne śląskie piosenki i przypomniała - wykorzystując konwencję talk-show - z czego składa się śląski obiad i deser. Uczniowie samodzielnie upiekli kołocz.
− Bajtle tak ugniatały ciasto, że aż ręce je bolały i potem nawet o zapięciu guzika nie mogły być mowy − mówi pani Agnieszka, opiekunka grupy.
Gimnazjaliści z klas I i III wcielili się w role najwybitniejszych śląskich sportowców – piłkarzy, żużlowców i bokserów. Dawne śląskie wieczory, bez laptopów i telewizorów, wypełniały opowieści i bajki. Zabrzmiała legenda o Skarbniku i „Śląska wyliczanka”.
− Nasze dzieci bardzo lubią szkołę, dni wolne są dla nich karą. Dlatego bardzo chętnie przygotowywały się do zajęć regionalnych − podkreśla wicedyrektor Bismor. − Lubią występować i być oklaskiwanymi.
Świat dzieci ze szkoły specjalnej wymyka się zwyczajności. Tutaj każdy krok do przodu jest wydarzeniem. Tylko pedagodzy pracujący w placówce wiedzą ile trudu wymaga od dzieci przeczytanie paru słów, zapamiętanie kroków, skupienie się tylko na jednej czynności. Dlatego radość z udanego „Dnia Śląska” jest tym większa. Anna Bismor zapewnia, że to nie ostatni taki dzień. Szkoła bierze udział też w innych projektach
− Teraz czekamy na Walijczyków, mają pojawić się 27 lutego − zdradza pani Anna.
Justyna Bajko
Wiadomość o tym, że zagra u boku Joanny Szczepkowskiej zastała ją w samochodzie. - Nagle poczułam, że mogę nie zapanować nad kierownicą - mówi knurowianka Anna Maksym, aktorka Teatru Nowej Sztuki
Paweł Gradek: Niektórzy absolwenci szkół teatralnych muszą się sporo w życiu nagrać, zanim staną na jednej scenie obok takich sław, jak Joanna Szczepkowska czy Hanna Boratyńska. Tobie się to udało. Żałujesz, że nie dostałaś się do szkoły aktorskiej?
Anna Maksym:- Nie, nie żałuję. Myślę, że jednak nie chciałabym być zawodową aktorką i mieć tylko takiej możliwości pracy. Nie chciałabym być zależna tylko od tego, czy akurat uda mi się zdobyć rolę czy nie. Rozmawialiśmy w zespole z osobami, które tak jak ja są amatorami i uznaliśmy, że większą przygodą jest, jeśli robi się w życiu coś innego i przy okazji gra się w teatrze. Tak to czuję. Może zawodowi aktorzy myślą inaczej?
Kiedy rozmawialiśmy 1,5 roku temu, wspominałaś o Waszym sukcesie na festiwalu teatralnym w Mińsku. Kilka dni temu miała miejsce premiera sztuki „Biały anioł z czarnymi skrzydłami” nota bene białoruskiej autorki. To przypadek?
- To nie jest przypadek. Wszystko zaczęło się w Mińsku. W zasadzie to nawet wcześniej, kiedy jeszcze nie byłam członkiem Teatru Nowej Sztuki. Teatr odwiedził Moskwę, dwa razy był na Białorusi. Tam nawiązaliśmy pewne kontakty, przyjaźnie i stąd to się wzięło. Nie chcieliśmy zaprzepaścić tych wszystkich interesujących rozmów i zostawić tego, co tam zobaczyliśmy. Białoruska publiczność jest zupełnie inna. Bardzo wszystko chłonie, żywo reaguje. Mam wrażenie, że dla niej teatr ma jakąś większą wartość.
Sztukę zrealizowaliśmy w ramach większego projektu Art for Art. To taka inicjatywa kulturalna w ramach której na rynku w Gliwicach odbyła się już jedna wystawa. W planach są kolejne przedsięwzięcia.
Na co dzień pracujesz z niepełnosprawnymi i chorymi psychicznie. Czy to pomogło Ci w budowaniu postaci Niny Hifowicz?
- Na pewno tak. I w tej roli i w poprzedniej korzystałam z zasobu własnych doświadczeń, z jakiegoś wachlarza emocji i uczuć. Trzeba w sobie bardzo głęboko pogrzebać, żeby to wydobyć. Poza tym próby, próby i za którymś razem te emocje zaczynają wychodzić. Na efekt końcowy składa się też, oczywiście, praca reżysera.
Ile w tej pracy jest miejsca na improwizację, o ile w ogóle jest?
- Tu nie chodzi o improwizację, ale o to, aby akurat w tym momencie wydobyć konkretne emocje. Jeżeli się nie uda, widać fałsz, nieprawdę. Nie wiem, być może w spektaklu, w pewnych momentach, było to widać, chociaż starałam się tak pracować, aby było to prawdziwe.
A jak po wszystkim, kiedy zgasną światła, wrócić do normalności? Rozumiem, że adrenalina utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas…
- Ona nie trwa długo, ale jest taka chwila, kiedy jest się w stanie grawitacji. Nie od razu można zejść ze sceny i przywitać się z gośćmi. W ostatniej scenie, nie będę mówiła w jakiej, bo ktoś może się wybierze na spektakl, jest moment, kiedy gaśnie światło. Ze sceniczną siostrą mam wtedy zejść ze sceny. Kilka razy miałyśmy z tym problem, ponieważ tak mocno weszłyśmy w te emocje, zgasło światło, a my nadal byłyśmy na scenie z zamkniętymi oczami. Teraz już się pilnujemy, żeby szybko się otrząsnąć i zejść.
Jak przyjęłaś wiadomość, że w kilku scenach będziesz partnerować legendzie teatru i telewizji – Joannie Szczepkowskiej?
- Usłyszałam tę wiadomość, kiedy prowadziłam samochód i tak nagle poczułam, że mogę nie zapanować nad kierownicą. Oczywiście to dla mnie wielkie wyróżnienie, wielka szansa i… stres.
Ciąg dalszy w papierowym wydaniu PL

„Przegląd” w środę? Tak, ale tylko na falach Radia Plus. Dokładnie: na 96,2 FM w audycji informacyjnej pt. „Co się święci na Śląsku”
Słuchając jej w godzinach 16-17 dowiecie się o najciekawszych i najważniejszych wydarzeniach dnia w regionie. Zadbają o to reporterzy stacji oraz prowadzący – redaktorzy Krzysztof Kosiński i Michał Koźlik.
- Jako ostatnia pozycja programu wchodzi przegląd tygodników lokalnych, tych, które następnego dnia będą w kioskach – mówi red. Kosiński.
O naszym „Przeglądzie” usłyszycie więc w przeglądzie w środy przed godziną 17.
Polecamy, zapraszamy. Na fale i na łamy.
/bw/